A gdyby tak hotel zbudować na Kubie, a nie za miedzą

Polak najpewniej czuje się lokalnie, a jak już jest za granicą to w kupie wśród swoich, wtedy jak to usłyszałem na jednej z konferencji to potrafią się ze sobą dogadać i deklarować (tak długo jak są za granicą) współpracę.

Czasami szkoda, że inwestorzy nie współpracują, można osiągnąć znacznie wyższe bezpieczeństwo inwestycji i szybszy zwrot, a tak pozostaje działka po sąsiedzku własnej stacji benzynowej. Szkoda, ryzyko w perspektywie 20 lat spore. Pozostaje tylko zazdrość „Żyda”, który za odzyskaną i spieniężoną nieruchomość zbudował hotel w Rumunii, ale tylko po to aby go sprzedać i zbudować biurowiec w Wietnamie.

Z tą budową hotelu na Kubie to oczywiście tylko przykład, choć znane są inwestycje Polaków na Zanzibarze i wyspach greckich. To jednak tylko rodzynki, jesteśmy do bólu prowincjonalni i przeciętni i takie eskapady inwestycyjne do dopiero może moje dzieci będą uprawiać, oczywiście jak strategicznym manewrem wymijającym polskie Harvardy, które nawet najlepsze szorują pokład w czwartej setce rankingów.

Powróćmy jednak do Kuby, bo to wyspa piękna i bardzo dla biznesu hotelowo-turystycznego perspektywiczna.

tzoo.hd_.70702.0.271446.cuba-havana-micro

Parlament w Hawanie, kopia waszyngtońskiego Kapitolu.

Po pierwsze, zawsze się dziwiłem, że Fidel przetrwał te 25 lat. Taka nędza, samochody z lat 50-tych, hordy prostytutek i wszystko co najgorsze. Powinni go dawno obalić. To krewki naród w jedno popołudnie kilka tysięcy Hawańczyków obaliłoby brodacza.

Nic się jednak takiego nie stało, nie słychać było, żeby nawet ktoś próbował.

Nie było danych przez te 25 lat, co tam się naprawdę dzieje. Dopiero teraz można cokolwiek przeanalizować. Rzeczywiście, patrząc na ten wykres poniżej, widzę dlaczego Fidela nie obalono. Takie ryzyko istniało w latach 1990-95, gdy recesja sięgała -15 proc. Potem nie było potrzeby. 20 lat nieustannego wzrostu, zaspokajanie podstawowych potrzeb, akumulowanie nadwyżek i unikanie pomysłów w Polskim (wszystko sprzedać zagranicy) czy Rosyjskim (wszystko dać rozkraść swoim) stylu, dało niezwykle jak na ten region, pozytywne rezultaty.

Wszystkie dane z trading economics.

cuba-gdp-growth-annual

Co więcej przekładało się to na dochody wyrażone w PKB. Prawie 20 tys. dolarów dochodu na obywatela liczone siłą nabywczą tych dochodów. Czy to dużo? Brazylia osiąga 14 tys. Meksyk 16 tys. Najbogatsze Chile 23 tys. Sąsiednie Haiti 1800.

cuba-gdp-per-capita-pppZobaczmy także jak na tle Kuby ma się nasza „Zielona wyspa”.

poland-gdp-per-capita-pppTrochę jestem rozczarowany. Po sprzedaniu handlu, banków, najlepszych przedsiębiorstw, firm budowlanych, zadłużeniu nas na 340 mld dolarów jesteśmy od kraju, który nie korzysta z „pomocy” Unii Europejskiej, kredytów, Banków Światowych,otwartych rynków jedynie przewagę 4 tys. $. Ktoś tu nam opowiadał przez te lata bajki.

Żadną pociechą nie jest, że Kuba się otwiera i że teraz chłopaki z Waszyngtonu i w Goldman Sachs szykują kubańskiego Balcerowicza, który przyniesie „dary”:  wolne wybory, coca cole, mercedesy, prywatyzację, uwłaszczenie nomenklatury i transfer pieniędzy na masową skalę za granicę.

Piękna wyspa, uśmiechniętych ludzi. Oby było im do śmiechu za kolejne 25 lat. Potomkowie gangstera z Grodna Meiera Lanskiego już szykują pozew o „ukradzione” im nieruchomości hotelowe.

Może jednak nie będzie tak źle, Kuba to turystyka i hotele. Może jednak warto tam zbudować hotel.

Komentarze