Czy warto inwestować w swoją karierę hotelarską?

Po pierwsze warto. Pod kilkoma warunkami. Pomińmy wielkość i rozwojowość tej branży. Z wielkości jeszcze nic nie wynika. Apple zarabia kwartalnie tyle ile wszystkie linie lotnicze razem wzięte w całym roku. Jak dorzucimy sieci hotelowe, to może w pół roku.

Apple to oczywiście ekstremalny przypadek zyskowności, porównywalny jedynie z koncernami naftowymi w czasie najlepszej koniunktury, ale jednak hotelarstwo i cały segment hospitality to strefa ograniczonych zysków, czyli kiepskich pensji. Z drugiej strony wielkość i rozwojowość branży pozwala płynnie zmieniać pracę. Uniknięcie pułapki niskich pensji wymaga kształcenia się na GM-a lub revenue managera. Dopiero na tym poziomie pensje dają satysfakcję i możliwość rozwoju osobistego.

Po drugie dobra uczelnia zachodnioeuropejska. Pensje po nich te same co w Polsce tylko w euro i istnieje możliwość uniknięcia czegoś co nazywam „tolerancją na pokaz”, a co lepiej oddaje sformułowanie „soft rasizm”, którym jest przesiąknięta kultura zachodnioeuropejska. Nie ma co próbować wpływać na to, hipokryzja skutecznie balsamuje ich punkt widzenia. Jeśli ktoś chce tam zostać na stałe i robić prawdziwą karierę, dobrą (jeśli nie kluczową) opcją jest zmiana nazwiska na anglosaskie lub jeszcze lepiej żydowskie. Doświadczenia murzynki Whoopi Goldberg  są tu świetnym przykładem.

Praca w korporacji jest dobrym rozwiązaniem tylko na początek. Lepiej wybierać korporacje z krajów takich jak Szwajcaria, Holandia, Niemcy, Skandynawia. Nieco gorzej jest w korporacjach anglosaskich. Mniej w nich „soft rasizmu”, ale człowiek jest eksploatowany wydajniej (czytaj. pracujesz bez przerwy). Korporacji z innych krajów należy unikać, doświadczenia kolonializmu w XX w (aż do lat 70-tych, czyli niedawno) ujawniły brzydką stronę tych społeczeństw, co ma swoją kontynuację w formie kolonializmu ekonomicznego. Klasyczny kolonializm głęboko zdemoralizował te społeczeństwa i nie da się tego zmienić nawet przez kilka pokoleń. Są one zresztą z tego powodu słabsze ekonomicznie, nie reagują tak szybko na zmieniające się trendy i gorzej płacą. Co jednocześnie napędza i zamyka ten krąg brutalizacji.

Przed 40-tką należy się ewakuować z korporacji, nie pogodzicie tego koszmaru z życiem prywatnym. Około 50-tki i tak was wyrzucą na zbity… Nie warto czekać, aż będzie za późno. Wasze doświadczenia będą już na tyle bogate, aby pracować dla rynku indywidualnego, on będzie się lepiej rozwijał niż korporacje, zwłaszcza w segmencie wysokiej jakości i luksusowym. Z czasem możecie zacząć doradzać inwestorom, choć dyrektorzy hoteli nie są w tym zbyt dobrzy, mają tendencję do powielania hotelu w którym ostatnio długo pracowali, poza tym jest to trochę jednowymiarowe, czyli stricte hotelowe. Hotelarstwo staje się częścią stylu życia, a nawet show biznesu, a to wymaga znajomości nawet błahych niuansów kultury i trendów życia, aby osiągnąć prawdziwy sukces ze stale zmieniającym się produktem hotelowym. Jest na to rada, ale wymaga to przez całe lata inwestowania w siebie np. zwiedzania świata i intensywnego konsumowania kultury i sztuki światowej. „Korpo” i rodzina wam ostatecznie na to nie pozwoli.

Jest jeszcze inna droga, którą wybiera zdecydowana większość absolwentów dobrych szkół hotelowych. Czyli idzie pracować od razu do płacących znacznie lepiej banków, ubezpieczeń, IT. Ktoś przecież musi sprzedawać, zarządzać ludźmi, badać rynek na dodatek w otoczce drapieżnej „łagodności”, wystudiowanego „uśmiechu” i presji otoczenia. Hotelarstwo jest w tym mistrzem świata!

WhyHospitality_670

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze