Czy NRD-owcy to potencjalnie dobrzy klienci

Dzisiaj z poważniejszej ekonomicznej beczki. Czy Wschodni Niemcy to potencjalnie dobry dobrzy klienci dla hoteli, uzdrowisk? Rozpatruję tu opcję indywidualną. Kiedy za coś płaci kasa chorych to wszystko jest trochę nienaturalne i sztucznie optymistyczne.

Nie mamy przywileju tak jak Czesi sąsiadowania z najbogatszym landem czyli Bawarią, tamtejsze dochody wzbudzają zazdrość reszty Niemiec. Mamy za zachodnią granicą byłych NRD-owców, którzy w polskich hotelach zachowują się rozmaicie. Mają tendencję do zakupów alkoholu w Biedronkach i Lidlach i konsumowania go w pokojach. Są ku temu powody!

Trzeba mieć na uwadze jeden zasadniczy fakt. Byłe NRD to nie jest miejsce sukcesu ekonomicznego! Możemy raczej mówić o marazmie i stagnacji tyle tylko, że w anturażu odmalowanych kamienic i równych autostrad. Praktycznie nie spotkamy w naszych sklepach produktu wymyślonego i wyprodukowanego przez tamtejszy biznes. Od wielu lat zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź znalazłem czytając książkę Roberta Kaplana „Na wschód do Tatarii” z 2000 r.

„Pruska etyka pracy miała mniej wspólnego z przedsiębiorczością, a więcej z biurokracją i masowym uprzemysłowieniem. Spełniała swoją funkcję jedynie wówczas, gdy ktoś inny tworzył miejsca pracy i mówił ludziom, co mają robić. W postindustrialnej epoce wolnej przedsiębiorczości, nie należy oczekiwać, że dawne pruskie regiony Niemiec odniosą spektakularny sukces ekonomiczny.”

I rzeczywiście. Wzrost gospodarczy w zachodnich landach pomiędzy 1995-2015 wyniósł 30 proc. Na wschodzie było to jedynie 23 proc. Czyli „Enerdowcy” nie tylko nie doganiają, ale właściwie odpadli od peletonu i zdają się na łaskę zachodnich braci. Widać to dobrze po różnicy w realnie wytwarzanym PKB, a realnych dochodach, które rzecz jasna interesują nas z merkantylnego punktu widzenia najbardziej. Wiadomo to realne dochody mogą być przychodem polskiego hotelu. Tutaj zawsze możemy liczyć na panią Merkel, która dorzuci pieniędzy z federalnej kasy, trochę nieporadnym braciom ze wschodu.

Poniżej tabelka i jej wyjaśnienie

Dla porządku kilka danych z Niemiec jako całości. PKB na osobę (siła nabywcza) – 44 985 USD (Polska 24430). Dochód netto na osobę (bliższy realnemu standardowi życia) – 36471 USD (Polska ok. 21000). Przeciętny dochód rodziny (prawdziwe dane o standardzie życia): 31252 USD. Najbogatsze 20 proc. – 59 576. 20 proc. najbiedniejszych 13444. Dla Polski te dane to 17852 USD. Danych szczegółowych o najbogatszych i najbiedniejszych w roku wyborczym GUS poskąpił OECD. Zobaczymy jak będzie w przyszłym roku.

sinn%20fig1%2030%20oct_0Dochód przeciętnego Ossis wzrósł z 67 proc. do 71 proc. pomiędzy 1995 a 2013 r. jednak wynikał on w całości z wyjazdu około 1,6 mln obywateli na zachód. Jeśli ze statystyki odejmie się Berlin Zachodni jest to tylko 66 proc. Jeśli odejmiemy mocno subsydiowany sektor publiczny jest to tylko marne 62 proc. czyli niewiele więcej niż w Polsce. Byłe NRD nie gospodarką jednak stoi, a różnorodnymi transferami z zachodu i dotacjami. Po ich doliczeniu realne dochody Ossis wynoszą 82 proc. Zachodnioniemieckich, a jeśli doliczy się różnicę w cenach i kosztach utrzymania wynoszącą około 8 proc. na korzyść wschodnich landów dostajemy standard życia wynoszący około 89 proc. Zachodnich Niemiec.

Jeszcze tylko dwa górne wskaźniki. Jak pokazuje tabelka dochody nominalnie emerytów są wyższe o 18 proc. od Zachodnioniemieckich. Realnie po uwzględnieniu różnicy cen wynoszą 128 proc. zachodnich landów. Jest to wynikiem zaliczenia bardzo długich i nieprzerwanych okresów zatrudnienia w NRD, gdzie jak wiadomo praca była przymusem.

Wniosek. Skromny kraj, stosunkowo zamożnych, żyjących w dużym stopniu na garnuszku od Frau Merkel, obywateli. Jeśli się o jakiegoś gościa starać wyjątkowo to o tamtejszego emeryta. Zwykły Ossi musi oszczędzać, żeby mógł sobie kupić drogie auto i gadżety „na wypasie”, może dlatego częściej kupuje w Polsce. I bardzo dobrze. Jeśli nie jest się przedsiębiorczym, to trzeba chociaż być oszczędnym.

Nasuwa się tylko pytanie czy zbyt wysokie dochody nie zniechęcałyby do przyjazdu do Polski? Czy nie preferowane byłoby wtedy słoneczne południe Europy z oszałamiającym słońcem, zdrowym jedzeniem i kulturą materialną przeszłości wyzierającą z każdego kąta. Niższe dochody preferują Polskę, jest oszałamiająco…tania, schludna, ludzie jedzą ziemniaki i piją piwo, a kobiety nie dość że piękne i przedsiębiorcze to chętne do wyjazdu już jako Frau…

Komentarze