Demografia to problem całej Europy

Kontynuując zagadnienie demografii zapoczątkowane kilka postów wstecz, chciałbym zaprezentować nowe dane. Nie warto analizować ich do 2040 r. Wystarczająco otrzeźwiające jest spojrzenie na perspektywę roku 2020, czyli następnych 5-6 lat. Jeśli pracodawca chce dodatkowo zdołować swoją psychikę, wystarczy, że pomyśli o 2025 r.

W następnych 5 latach, rynek pracy opuści 1,5 mln nowych emerytów. Perspektywa bezrobocia na poziomie 3 proc. w 2020 r. wcale nie jest wzięta z sufitu. 3 proc. to populacja, która de facto nie chce lub z różnych powodów nie może pracować. Liczba-osb-w-wieku-produkcyjnym-w-Polsce-2 Rywalizacja o pracowników z jakąkolwiek specjalizacją np. recepcjonistą znającym 500 słów po angielsku (płynny angielski to raczej deklaracja, a nie fakt w polskim hotelarstwie) będzie zażarta. Takie gwiazdorskie zawody jak kucharz, szef sprzedaży, revenue manager, będą mogli otrzymywać prawie gwiazdorskie pensję. Jeśli tego nie otrzymają będą mogli emigrować (kucharz) lub przyjąć posadę w banku, ubezpieczeniach (lub praktycznie wszędzie, odkąd HORECA płaci najgorzej). Problem będzie tym większy, że w podobnej sytuacji są praktycznie wszystkie kraje Europy. Nie tylko na zachodzie, ale i na wschodzie Europy.  Poniżej dane ze strefy euro obrazujące problem. FRED   Sytuacja w której liczba rąk do pracy maleje jest zupełnie nowa i nie miała nigdy miejsca w historii Europy od czasów średniowiecza. Pracodawcy w Europie od wojny Jom Kippur i kryzysu naftowego, który był jej efektem, a który zakończył okres powojennego boomu przemysłowego w Europie zachodniej, zawsze mieli do dyspozycji nadmiar pracowników. Korzystała na tym szczególnie turystyka, hotelarstwo, linie lotnicze, które opierają się na całym świecie o niższe – niż przeciętnie w gospodarce – pensje (dzieje się to nawet w Szwajcarii). Bez tej rezerwy „nadmiaru rąk do pracy” jest dosyć trudno hotelom funkcjonować. Będą musiały jednak sobie z tym poradzić.

Kraje, takie jak Polska będą siłą swojego zacofania gospodarczego „dawcami” siły roboczej. Liczmy się z perspektywą, że oprócz tych 1,5 mln nowych emerytów, stracimy kolejne kilkaset tysięcy (niemożliwym jest to oszacować) pracowników, ponieważ oferty pracy, będą dla bardzo wielu ludzie po prostu nie do odrzucenia.

Strategie wielu hoteli oparte o jakość obsługi będą moim zdaniem niemożliwe do realizacji w praktyce. Oszczędzanie pracy, rezygnacja nawet w luksusowych hotelach z funkcji dotychczas „niezbędnych” stanie się oczywistością. Wiele hoteli rodzinnych stanie się takimi nie tylko z nazwy. Rodzina będzie musiała stanąć za ladą, nawet jeśli dotychczas stanowiła „zarząd, dyrekcję i nadzór” w jednym niewielkim obiekcie.

Proszę nie liczyć, że Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy załatwią problem. Liczą się tylko ci ostatni, odkąd standard pensji jest w Rosji wyższy niż w Polsce, a Białoruś dała skromną, ale pewną przyszłość dla każdego (0,6 proc. bezrobocia i 3/4 polskiego standardu życia). Tylko naprawdę ambitne jednostki przyjedżają na budowy do Polski i pensje ok. 1000 euro. Białorusini nie sprzątają za 2,5 tys. zł. Ukraina nie zbawi nas. To nie ta skala. Potrzebujemy około 1 mln pracowników. Problem demograficzny jest na Ukrainie ostrzejszy niż w Polsce ze względu na katastrofalny stan tego kraju w ostatnich 25 latach. Około 3 mln Ukraińców pracuje w Rosji, która ma tylko około 4,5 proc. bezrobocie. Nawet tych co mamy nie utrzymamy na takich pensjach jakie im oferujemy, jeśli Niemcy otworzą dla nich swój rynek pracy. Tak oto dochodzimy do sedna problemu, pensji i kosztów pracy. Ten wózek na pensjach w wysokości 300-400 euro już daleko nie pojedzie. Dodatkowo stoimy przed perspektywą stopniowego umacniania się złotówki do poziomów z 2008 r. Będzie to bolesne dla wielu firm.

Komentarze