Dlaczego warto „kupować” przeżycia, doświadczenia i wspomnienia

Pieniądze czynią ludzi szczęśliwszymi, czy szczęścia kupić nie można? Oto jest pytanie. Dziś chciałem poruszyć temat, który jest istotny dla hotelarstwa, a który napotkałem kilka miesięcy temu czytając w internecie ulubioną gazetę The Atlantic, taki popularny magazyn bostońskich braminów.

Psycholodzy mówią, że generalnie pieniądze czynią szczęśliwszymi, jeśli umiemy nimi dysponować. Co doradzają? Kupować mniej rzeczy, a więcej doświadczeń, przygód. Brzmi trochę jak porada dietetyka, mniej czerwonego mięsa i coli, a więcej warzyw i wody. Ok, ale o co chodzi. Większość, szczególnie w kraju takim jak Polska, gdzie całe pokolenie nie miało i co tu dużo mówić z powodu 300-400 euro zarobków nadal nie zaspokoiło swoich marzeń o posiadaniu koncentruje się na kupowaniu dóbr trwałego użytku: samochodów, butów, mebli i wszystkiego co można posiadać przez lata.

Na takich wydatkach co jasne cierpią hotele, goście nie chcą wydawać na hotel, ponieważ większość z nich myśli o takich zakupach jako doświadczeniach, owszem interesujących i fajnych, ale ostatecznie pozostawia to ich z niczym. Etos myślenia tymi kategoriami dominuje u osób nie zamożnych, na dorobku oraz tych którzy nie bardzo zastanawiają się nad własnym życiem, a którzy mogliby uczynić je bardziej satysfakcjonującym, gdyby przestali spędzać weekendy na bezowocnym „shopping therapy” w centrach handlowych.

summer-tango-jul-2010-28

Letnie tango w Nowym Jorku. Fot. Ed Yourdon / Foter / CC BY-NC-SA

 

Psycholodzy wskazują, że kupowanie produktów nie zwiększa zadowolenia. The Atlantic podaje świetny przykład dywanu. Jeśli ktoś kocha dywany (tak jak ja) może go kupić. Kiedy patrzysz na niego kilka pierwszych razy, podziwiasz go, czujesz się szczęśliwy z tego zakupu. Ostatecznie jednak po ok. miesiącu dywan staje się zwykłym dywanem i niczym więcej. Psychologowie nazywają to habituacją, ekonomiści użytecznością krańcową, a inni jak zauważa autor w The Atlantic nazywają to małżeństwem.

To właśnie powód dla którego warto „kupować” doświadczenia, czyli wycieczki, hotele, kolacje z przyjaciółmi. Zostają na całe życie, możemy je dzielić z innymi w nieskończoność. Pamięć pobytu w komfortowym hotelu, uprzejmości personelu ekscytują ludzi znacznie dłużej, widać to w komentarzach gości z zagranicy na Tripadvisorze. Nas takie ochy, achy nad obsługą w restauracji czy w hotelu mogą dziwić, liczy się łóżko i smaczny posiłek. W zachodnich, zamożnych społeczeństwach nikt nad takimi podstawowymi sprawami się nie rozwodzi liczy się tylko coś ekstra.

Czy nowy model I-Poda jeszcze kogokolwiek ekscytuje? Jeśli tak, to tylko na bardzo krótko. Okazuje się, że materialiści są najbardziej podekscytowani w myśleniu o zakupie, ale sam akt kupowania jest dla nich rozczarowujący, a szczęście z zakupu krótkotrwałe. Nawet w ich przypadku, często chodzi o sam akt kupowania, a nie kupowany produkt.

Taka historia z dywanem przydarzyła mi się zimą 2002 r.  w dolinie Hunzy w północnym Pakistanie na pograniczu z Afganistanem kilka miesięcy po atakach 11 września w Nowym Jorku. Turystów tej zimy nie było w ogóle w tym pięknym regionie świata, talibowie przemykali się przez granicę do Pakistanu i Kaszmiru, a ja postanowiłem sobie w tym czasie kupić dywan, nie bacząc na potencjalne niebezpieczeństwa. Sprzedawcy zostali z niesprzedanym towarem, który kupowali zawsze turyści. Postanowiłem skorzystać z okazji. Nie było to jednak łatwe, negocjacje trwały całe popołudnie, zjedliśmy dwa posiłki, zwiedziliśmy meczet, wypiliśmy 6 herbat. Sprzedawca obdarzył mnie wieloma historiami ze swojego życia, w tym jedną pikantną z syryjską stewardessą, gdy pracował jako pomocnik w sklepie z dywanami, który mieścił się w Marriottcie w Islamabadzie,  a dama, jak zapewniał niezwykłej urody postanowiła posiąść na własność jeden z dywanów pomimo niewystarczających środków. 

Dziś dywan leży w salonie i jest po prostu dywanem, ale historia jego zakupu do dziś cieszy mnie i rozśmiesza. Dziś wiem, że „kupiłem” nie dywan, tylko wspomnienia z podróży.

Współczesne hotelarstwo to właśnie próba wyjścia poza produkt i dodanie do niego doświadczeń, tworzenia przestrzeni, w której goście mogą być ze sobą, patrzeć na siebie i poznawać. Jeśli ktoś umie to zrobić, to osiągnie sukces, goście nie będą zwracać uwagi na małe niedociągnięcia. Robią to tylko gdy w hotelu po prostu się nudzą i muszą samotnie pić piwo przed telewizorem.

Poniżej kwintesencja takiego pojmowania hotelarstwa. Zaprojektowany już wiele lat temu przez Philippe Starcka hotel Hudson na Manhattanie.

hus1

Recepcja hotelu. Fot. Jetsetter

hus2

Dyskoteka. Fot. Jetsetter

hus3

Beerhall inspirowany bawarskimi piwiarniami. Fot. Jetsetter

hus4

Fot. Jetsetter

hus5

Patio. Fot. Jetsetter

 

Więcej zdjęć na stronie hotelu Hudson. Polecam także do poczytania The Atlantic w tym świetny dział Entertainment. Recenzje najnowszych filmów i panelowe komentarze najlepszych seriali: Mad Men, Game of Thrones, Boardwalk Empire etc. Poza tym to gazeta o tematyce i poziomie kompletnie niedostępnym w Polsce. W internecie za darmo.

 

Komentarze