Twarz za milion dolarów

Wszyscy jesteśmy niewolnikami piękna, tylko każdy to piękno inaczej sobie wyobraża. Prób sprzedawania produktów i usług twarzą pięknej kobiety jest oczywiście na świecie bardzo wiele. W Polsce może mniej. Dominuje u nas bardziej plebejska wersja tak zwanego „szczucia cycem”.

Jadąc do Zakopanego sporo jest reklam pustaków, dachówki i pizzy oprawionych w wyuzdane pozy Pań (lekkich obyczajów?) i hasła „robimy…. z pasją”. To nawet komiczne, świadczy o dosyć liberalnym podejściu społeczeństwa i skrywanej swobodzie obyczajowej.

Bardziej zaawansowana wersja promocji to wynajmowanie twarzy „celebrytów”. Są tego rodzaju promocji poważne wady. Celebryci w Polsce są nimi „po znajomości”, co za tym idzie, najczęściej nie stoi za nimi talent i wybitne osiągnięcia (często żadne), są nieobliczalni i potrafią wygadywać głupoty np. o polityce. Zamożna część społeczeństwa ma także do nich nieco pobłażliwie-drwiący stosunek (wynikający z ich generalnie niestabilnej sytuacji materialnej, która zmusza celebransów do czasami śmiesznych kompromisów i zachowań np. kretyńskich zdjęć z wakacji na Instagramie). Generalnie lepiej polski Szoł-biz trzymać na dystans. Chyba, że tak jak Mandarin Oriental stać was na prawdziwych ambasadorów marki.

Taniej wynająć piękną kobietę. Taniej, ale nie najłatwiej. Dlaczego? Ponieważ przy sprzedaży luksusu oprócz urody liczy się także charakter, który musi objawiać się w oczach i na twarzy. Trafienie na właściwą jest czasochłonne i łatwo popełnić błąd jeśli ma się kiepskiego fotografa. Poza tym prezes może lubić coś zgoła „niecharakternego” i wtedy firma ma problem wizerunkowy i sprzedażowy, ponieważ damska część klienteli jest zawsze o wiele bardziej krytyczna w stosunku do innych dam. (wiele zdjęć z polskich spa to tego rodzaju „wtopy”)

Jak uniknąć błędów? Zacytuję tu mojego ulubionego cynika, Houellebecqa z ostatniej książki pt. „Uległość”.

Jak wiadomo, studia uniwersyteckie w dziedzinie literatury prowadzą właściwie donikąd…”

Studia te nie są jednak szkodliwe, a nawet mają pewną marginalną użyteczność. Dziewczyna, która szuka pracy w butiku Céline czy Hermèsa, musi oczywiście  przede wszystkim zadbać o swoją powierzchowność, ale licencjat lub magisterium w dziedzinie literatury nowożytnej może stanowić dodatkowy atut, gwarantujący pracodawcy, że kandydatka – mimo braku jakichkolwiek użytecznych kwalifikacji – posiada pewną bystrość intelektualną pozwalającą myśleć o dalszej karierze; oprócz tego literatura od zawsze łączy się z pozytywnymi konotacjami w sektorze artykułów luksusowych”.

Literatura, jako narzędzie w sprzedaży torebek? Proszę jednak nie traktować tego dosłownie i na zdjęciach hotelu nie obwieszać nimi modelek-specjalistek od Prousta. Przesada to grzech większy niż goła pupa na drodze do Zakopanego.

Poniżej przykład z hinduskiej sieci Oberoi. Jedno zdjęcie za tysiąc słów.

601b2435599737-56fcd2efb20f50cf19035599737-56fcd2efb272902f8cc35599737-56fcd2efb2c4a

Komentarze