Nie ma to jak rodzina… z pełnym portfelem

Rodzina to podstawowa komórka społeczna i ekonomiczna. To w rodzinie podejmowane są kluczowe decyzje zakupowe dotyczące wyjazdu na weekend, wakacje etc. Dane o dochodach rodzin i kondycji finansowej są szczególnie ważne, na ich podstawie można budować jakiekolwiek plany sprzedażowe.

W Polsce takich danych praktycznie się nie prowadzi, a szkoda np. w Stanach Zjednoczonych na bieżąco monitoruje się dochody każdej z grup społecznych, dochodowych, zawodowych. Nie mając takich narzędzi wiele inwestycji prowadzonych jest na tzw. „czuja”. Wyjdzie albo nie wyjdzie. Póki rynek rósł i hoteli było niewiele nie było większego ryzyka, najwyżej rynek dorósł do produktu. W rozpoczynającym się boomie już tak łatwo nie będzie, produkty hotelowe trzeba będzie kierować do konkretnych gości, rezygnując niekiedy z innych. Znajomość siły nabywczej przyszłych gości to klucz. Poniższe dane zaczerpnąłem z publikacji OECD.

Póki co OECD nie opublikowało pełnych danych dla Polski, dla przykładu uzupełniam je o dane z 2013 r. Liczby są w pełni porównywalne ponieważ oparto je o wskaźnik siły nabywczej waluty (Purchase Power Parity) i są już po opodatkowaniu. Inaczej nasza mniej więcej niedowartościowana o około 30 proc. złotówka i bardzo niskie ceny usług nie pozwalałyby na jakiekolwiek porównania.

Wybrałem kilka istotnych z punktu widzenia polskich hoteli i turystyki krajów, głównie z Europy, i dla poszerzenia kontekstu także zamorskich. Im wyższe dochody tym większa skłonność do wydatków na HORECA. Przypomnę, że w Polsce to tylko nieco ponad 3 proc. budżetów domowych, a w strefie euro 8,5 proc. Tabela przy okazji wyjaśnia komu jest dobrze, a kto generalnie jest na dorobku. Cyfry to przy okazji najlepszy bat na propagandę jakiej nie mało w polskich mediach.

Dochody rodzin w dolarach amerykańskich wg. parytetu siły nabywczej. Ze względu na brak pełnych danych z Polski za 2014 r. w nawiasie także dane z Polski za 2013 r.

Kraj Przeciętne dochody roczne rodzin w 2014 r. Dochody roczne 20 proc. najbogatszych rodzin. Dochody roczne 20 proc. najbiedniejszych rodzin.
Polska 17,852 (16,230) (31,305) (6,400)
Niemcy 31,252 59,576 13,444
Czechy 18,404 32,707 8,954
Rosja 19,292 44,776 5,900
Słowacja 17,503 30,702 7,902
Węgry 15,442 28,707 6,335
Szwecja 29,185 52,440 12,652
Norwegia 33,492 57,453 15,420
Wlk. Brytania 27,029 57,010 10,195
Izrael 22,104
Japonia 26,111 52,240 8,442
Korea 19,510 38,779 7,004
Stany Zjednoczone 41,355 91,638 11,194

Dane: OECD

Na przykładzie Rosji widać, że wysokie ceny ropy pozwoliły na niebywały wręcz wzrost dochodów zwykłych rodzin. I nie dotyczy to tylko jak chcemy myśleć jedynie garstki oligarchów. Dane za ubiegły rok pokazują ogromną rozpiętość dochodów porównywalną jedynie ze Stanami Zjednoczonymi, ale średnia jest wyższa niż w Polsce. Poparcie jakie ma Putin wśród społeczeństwa nie wzięło się z próżni, ma solidne wsparcie w portfelu zwykłego Rosjanina. Zapewne ceny ropy, które po obecnej korekcie latem spadną do około 40 dolarów za baryłkę uszczuplą te dochody i odbije się to z pewnością na długoterminowej skłonności Rosjan do podróży zagranicznych i miłości do wodza.

Dobre samopoczucie z pewnością mają Niemcy. Wysokie dochody i zdecydowanie niższe koszty życia, wynikające z ogromnej konkurencji (podobnie jak w Polsce) niż na przykład w Wlk. Brytanii, Szwecji powodują, że standard życia w Niemczech ustępuje jedynie Szwajcarii i Norwegii. Jest to przy tym społeczeństwo nadal stosunkowo egalitarne. Nawet niezamożni Niemcy mogą być gośćmi polskich hoteli.

Polacy na tym tle mają się zaskakująco dobrze. Dochody dynamicznie rosną i po 25 latach niemal osiągnęliśmy poziom tak podziwianych Czechów, daleko zostawiając w tyle Węgrów. Tak dobry wynik to zasługa naszej przedsiębiorczości. Po prostu stworzyliśmy setki rodzimych dużych biznesów, których zyski pozostają w kraju, kiedy w Czechach, Słowacji i Węgrzech postawiono na kapitał zagraniczny, głównie samochodowy, którego zyski w całości wyjeżdżają z tych krajów. Lepiej wychodzi się na własnych ogórkach i meblach, niż skręcaniu dla obcych śrubek w Porsche Cayenne jak to robią Słowacy w Bratysławie.

Nieco podobny przypadek to Korea. Sukces, ale z pewnością nie zwykłych obywateli. Mało kto wie, ale wszystkie tamtejsze championy w 50-80 proc. należą do inwestorów spoza Korei, głównie funduszy z USA i Europy. W podnoszeniu płac nie pomaga także sąsiedztwo Chin. Dlatego zbyt wielu turystów stamtąd do Europy nie wpada.

Oddzielny przypadek to Stany Zjednoczone. Tamtejsi turyści jak przyjadą do Polski to wydają najwięcej. Warto o nich zabiegać, jednak poniższa tabela może być bardzo myląca. Dochody są zdecydowanie wyższe niż nawet w Norwegii, ale pomyślcie, że rok nauki na uniwersytecie to wydatek 50 tys. dolarów, a macie np. dwoje dzieci… to koszt 400 tys. dolarów. Dodajmy do tego stratosferyczne koszty opieki medycznej i wychodzi, że lepiej zostać… w Norwegii. Na podróże do Europy stać więc tylko te 20 proc. najbogatszych, reszta absolutnie nie ma na to pieniędzy i paszportów. Bycie w 20 proc. najbiedniejszych to już wegetacja. Nie ma co zazdrościć, to raczej pełzający oligarchiczny koszmar, a nie jakiś „dream”.

Przykładem nieco odwrotnym jest Izrael, standard życia nie jest bardzo wysoki, ponieważ bardzo wysokim pensjom towarzyszą bardzo wysokie koszty życia. Niemniej młodzi Izraelczycy zawszą są mile zaskoczeni polską „taniochą”.

Jutro zaprezentuję wydatki poszczególnych krajów na turystykę zagraniczną liczone w realnych dolarach. Bardzo ciekawe, również z inwestycyjnego punktu widzenia.

Komentarze