Ostatecznie liczy się co na stole

Gastronomia to sfera gdzie talent i pomysł jest wszystkim czego oczekują goście. Przykładem, który to potwierdził była skromna uliczna jadłodajnia w malezyjskiej Malakce. Prowadzona przez tuzin Pakistańczyków Pak Putra z hinduskim jedzeniem jest miejscem gdzie schodzi się od 6 wieczorem do 1 w nocy pół miasta.

Nie tylko Hindusi, ale Chińczycy, turyści i to pomimo, że w pobliżu jest cała ulica z tzw. „hawkers center”, czyli tanich jadłodajni. I co z tego tam pustawo, a dzielni Pakistani zgarniają całą pulę. Jak poprawią ryż to mogą powalczyć o gwiazdkę Michelina. Dwa takie miejsca w Singapurze już ją dostały.

Malezja jest stosunkowo tania, mniej więcej jak Polska tylko jeszcze ok. 10 proc. taniej. Jeden ringit kosztuje 0,90 zł. Dziwny kraj rywalizacji Malajów i przewyższających ich intelektualnie Chińczyków, którzy stanowią 22 proc. społeczeństwa, ale kontrolują 75 proc. gospodarki. Reszta jest tylko dlatego Malajska ponieważ stosuje się jawną usankcjonowaną prawnie dyskryminację mniejszości. Chińczycy uczą się na prywatnych uczelniach lub zagranicą (znacznie wyższej jakości niż lokalne, które są jeszcze gorsze niż nasze) nie są dopuszczani do państwowych urzędów. Zakładają więc własne biznesy.

Lista Forbesa nie pozostawia złudzeń to oni rozdają karty. Dla ochrony przed pogromami (ostatni w 1969 r. zebrał 600 zabitych, uczestniczyła w nim także armia) oddali trochę tortu Malajom.

malacca-pak-putra-exterior-630x464 pak-putra-tandoori-naan   photo0jpg DSC04640 (2)

Komentarze