Recepcja zdalnie kierowana

Hotele już powszechnie w dużych miastach zatrudniają obcokrajowców w hotelach. Braki kadrowe zaczynają doskwierać, a to dopiero początek prawdziwych kłopotów z personelem. Dodatkowo Polska to nie Wielka Brytania, liczba osób mówiących w naszym wyjątkowo trudnym do nauki języku na świecie jest wyjątkowo ograniczona.

Podobny problem mają już od wielu lat w Skandynawii. Tamtejsze społeczeństwa przyjmują tysiące emigrantów i próbują wdrożyć ich do pracy. Efekty najwyraźniej nie są budujące, 75 proc. Somalijczyków nie pracuje i pracować nie zamierza. Ktoś jednak obsługiwać w recepcji i mówić w lokalnym (także trudnym do nauczenia języku) musi. Jednak gdy koszty pracy wynoszą 40 euro na godzinę, a nie jak w Polsce 9 euro to klasyczne metody pracy szybko stają się nieopłacalne. Skonstruowali więc recepcję na odległość, która jest w stanie obsłużyć nawet kilka hoteli na raz. To się nazywa innowacja i oszczędzanie pracy.

Współczuję pracodawcom (choć pewnie nie powinienem). Opowieść jednego Bura z Kapsztadu w czasie targów na których byłem kilka lat temu, była wtedy opowieścią z innego świata. Mówił, że gdy główną ulicą tego miasta w latach 70-tych szedł biały, to szefowie biur i sklepów stali na chodnikach i każdemu przechodzącemu zadawali pytanie „ile zarabiasz?”, a następnie proponowali podwyżkę u siebie.

Latem tego roku bezrobocie spadnie do 8 proc. (oficjalnie), a potem o pracowników trzeba będzie się starać choćby w Hondurasie, zwłaszcza gdy Unia zniesie Ukraińcom obowiązek wizowy.

Front Point to próba zracjonalizowania problemu wysokich kosztów pracy.

Komentarze